Lot patrolem

Moja kochana Warszawa taka jest opustoszała w wakacje. Imprezy i zabawy integracyjne na kilka tygodni poszły w zapomnienie. Mając oktany we krwi ciężko jest usiedzieć w jednym miejscu na ? 4x4. Piękny deszczowy, spokojny wieczór, ciągnie się jak spojrzenie teściowej za każdym przyzwoitym zięciem. Nagle nie wiadomo skąd, może była to piosenka ze starego radia, ale pojawiła się ta jedyna utęskniona i długo wyczekiwana błyskotliwa myśl (jak zwykle genialna) "i believe i can fly".

Jak powiedziałem tak zrobiłem, oczywiście z samego rana. "Fly" to "fly" a i wiadomo czym, moim ukochanym samochodem terenowym 4x4. Wyszukanie w przemęczonej pamięci najlepszego terenu do takiej cudownej zabawy, chwila kotłowania pod deklem i jest, złota myśl, złoty teren. No to w drogę, poinformowałem moich szanownych kolegów i miłośników takiej nieziemskiej dyscypliny jak rajdy4x4. Standardowa zbiórka za tabliczką Warszawa, integracja pełną gębą, jest grill i coś na niego, impreza jak się patrzy. Błoto, rajdy 4x4, samochody terenowe i już ten dzień będzie niesamowity.

Piękne miejsce, małe poprawki terenu (pogłębienie już istniejącego dołka). Zaczynamy się bawić; 3,2,1 start i ruszył pierwszy, do przejechania ma trzy pętle - szybkie techniczne i strasznie męczące, takie imprezy integracyjne i ich tworzenie to sens naszego życia i egzystencji. Poszedł 3,5,8 no i niestety trafiła się jedna mała rolka, ale czas był świetny. Kierowca cały, a blacha to blacha przeważnie daje się wyklepać. Zaraz mam startować ( MH ) jeszcze kolegom ze wspólnej imprezy integracyjnej nie zdradziłem co mam ochotę zrobić. W głowie cały czas tliło mi się "i believe i can fly", latać potrafię i lubię, nie jeden raz to już w życiu robiłem i za każdym razem było fajnie a nawet rewelacyjnie. Wykonałem moje przejazdy czasowe, oczywiście, spięte napędy 4x4, szczęśliwie znowu mnie nie zawiodły.

Imprezy integracyjne w takim klimacie są niesamowite, spotykają się sami wariaci ze swoimi wypieszczonymi "cukierkami 4x4", gadamy o tym samym, grilujemy, nikt nam nad głowami nie brzęczy, zawsze mówimy "kochanie ale w tych cholernych badylach nie ma zasięgu". I tak przez większość dnia, koledzy i przyjaciele walczą o punkty i cenne ułamki sekund, rajdy 4x4 mają to do siebie. Punktu kulminacyjnego dzisiejszego dnia jeszcze nie było i dlatego mnie już od kilku godzin wszystko od środka rozsadzało. Znalazłem w końcu moim zdaniem najlepszy moment i ogłosiłem wszem i wobec co za kilka chwil ma nastąpić. Zapytałem czy ktoś ma zamiar pobawić się razem ze mną. Jak się spodziewać mogłem Brać 4x4 nie dała pobawić mi się samemu a sami nie zajęli ciepłych miejscówek w rzędzie dla wystraszonych. Przed każdym lotem - planowanym, w głowie kłębią się tysiące myśli, co się stanie, a może tak lub inaczej itp. Jak lot jest niezaplanowany to pozostaje tylko po wzbiciu się w powietrze zastosować wszystkie wyszkolone procedury i już lądowanie, miękkie lub twarde jak to w życiu bywa. Jak tak wspaniale się bawimy to zawsze mamy sporo kibiców, którzy pojawiają się znikąd, ale każdy kibic jest na wagę złota.

Jest to trudne do opisania co czujemy podczas takiej zabawy - przypływ adrenaliny, radość, niebywałe podniecenie. Sam lot w rzeczywistości trwa sekundy, ale siedząc za kierownicą tego lecącego trzy tonowego potwora, całe życie przebiega nam przed oczami, czas nagle zatrzymuje się w miejscu a ta cudowna chwila trwa wieki, ekstremalnie cudowne wieki. Jak mamy trochę szczęścia to osoby oglądające nasze wyczyny, robiące zdjęcia zamkną nas w klatce czasu w tym właśnie idealnym momencie, kiedy wszystkie cztery koła są w powietrzu a z pomiędzy bieżnika opon sypie się błoto wymieszane z trawą, żwirem i wszystkim po czym wcześniej jeździliśmy. Żeby wiedzieć o czym mówię to trzeba przeżyć na własnej skórze, poczuć ten dreszczyk adrenaliny, odczuć to uderzenie o ziemię, walczyć z okiełznaniem rozpędzonego samochodu i powtórzyć to kolejny raz i jeszcze jeden i jeszcze?

Była to ekstremalna jazda, loty były długie, niesamowite a dachami prawie dotykaliśmy nieba ? . Gdybym tylko mógł robiłbym to dzień w dzień i raczej nigdy by mi się to nie znudziło. Dzień pełen emocji i sportowo - koleżeńskiej rywalizacji, samochody 4x4 przetrwały naszą kolejną zabawę w lepszej lub gorszej kondycji, ale wszyscy wrócili do domów na własnych kołach i o własnych siłach. Wszyscy byliśmy bardzo zmęczeni ale jeszcze bardziej szczęśliwi z tak rewelacyjnie odbytej ekstremalnej jazdy i tak cudownie spędzonego dnia. Wszystko co się wiąże z zabawami 4x4 wprowadza uśmiech na nasze twarze i pozwala każdy nowy tydzień przeżyć pod wpływem wrażeń z poprzedniego weekendu i z niecierpliwością oczekiwać na każdy następny delikatny wypadzie w błotko na szybkie opłukanie oponek.