Pomysł na weekend
Jak spędzić dzień kobiet - wersja 4x4

..."Może byśmy coś głupiego zrobili" te słowa w ustach kolegi Papaya miały , jak to się później okazało głęboki podtekst.

8 marca, piękny, słoneczny sobotni dzień, wcześniej niż planowaliśmy zakończyliśmy pracę, spakowaliśmy laptopy, nawigację, telefony i całą resztę potrzebną w codziennym życiu, pod firmą czekały nasze wspaniałe, przygotowane do offroadu Patrole, a jak wiadomo sprzęt nie używany traci kondycję. Czysto-teoretycznie, droga do domu miała wyglądać następująco, mówimy sobie do widzenia, Papay, Mr D. i ja wsiadamy każdy do swojego złoma i ruszamy po kwiatki dla naszych pań, było by to jak z tą reklamą przyprawy "płaski smak". W swym geniuszu (a raczej mając papkę błotną zamiast mózgów) wpadliśmy na pomysł aby najpierw opłukać oponki w jakiejś kałuży. Jedziemy tylko na chwilę, po co nam wodery, odpowiednie buty, kurtki i wszystko to co podczas wypraw się przydaje.

15:30 dotarliśmy na miejsce, szybkie pospinanie samochodów i zaczynamy. Górka, dołek, trawers, na szutrowej drodze bokiem; o litości przecież nic się nie dzieje, chłopaki myślcie szybko, robimy coś ciekawego czy jedziemy kupić po chwaście i do domu. I padło ROBIMY Pokonaliśmy jeszcze parę metrów i naszym oczom ukazał się ten piękny widok jakim był zjazd do odnogi sporawej rzeki, wyszliśmy z samochodów, aby obejrzeć drogę zanim zaczniemy się bawić. Poziom wody był wysoki, i prąd strasznie silny, ale co to dla nas, przecież byliśmy tu pewnie ze sto razy, nie do końca byłem przekonany co do sukcesu tej przeprawy, Mr D. popatrzył na wodę, z miny wyczytałem BĘDZIE GRUBO ! Papaj dopalił fajka, spojrzał na nas " przyjechaliście do Władysławowa polansować się swoimi bulwarowymi terenówkami" Mr D. Razem z Papajem ruszyli pierwsi, ja czekałem na swoją kolej, mając pod ręką piękną nowiutką linę kinetyczną. Chłopaki stojąc pod kątem może 70 stopni, testowali szczelność snorkela, woda z łoskotem przelewała się po ich masce, snorkel był szczelny. 10-15 m do drugiego brzegu, krótka wymiana spojrzeń "co się tak patrzysz jedź" i pojechał.

30 sekund później Mr D. w swoim pięknym czarnym Patrolu z Papayem na prawym fotelu, obróceni o 90 stopni, zaczęli przeprowadzać błyskawiczną ewakuację z tonącego, a raczej utopionego pojazdu, loptop, aparat itp. graty żyją do dziś. Od momentu wjazdu do wody do wyskoczenia na brzeg panowie potrzebowali niecałych 2 minut. Po następnych kilku minutach stwierdziliśmy, że samochód na szczęście pozostanie w takiej pozycji i nie położy się na boku.

W momencie kiedy koledzy zaczęli dryfować, ja w trybie przyśpieszonym ruszyłem po linę, co z tego, że w tym dniu było piękne słońce, ale temperatura wody była sporo poniżej pięknej i przyjaznej, ale co zrobić, w tym momencie zbędne ciuchy wrzuciłem do samochodu i zacząłem brnąć na ratunek aby podczepić linę. Na początku pełen luzik, adrenalina itp. ale jak moje (tu wiadomo o którą część ciała chodzi) dotknęły wody; był to koszmar, niestety dwa kroki później straciłem grunt pod nogami i zacząłem w stylu klasycznym podróżować w kierunku samochodu, pływanie rozpocząłem przed przednim zderzakiem a zakończyłem łapiąc się belki z halogenami na samym końcu dachu. W końcu stanąłem na stałym lądzie i zacząłem oglądać samochód, wyglądał dosyć oryginalnie, a to ze względu na kont pod jakim stał i wodę w środku po zagłówki. Radio samochodowe nie przeżyło, ale cb tak i ma się całkiem dobrze. Nie wiedzieć kiedy na drugim brzegu, tym na którym stał mój samochód, zgromadziło się sporo kibiców, mieliśmy własny fan-club. W celu cięcia kosztów po powodziowych silnik był wyłączony a i wyciągarka odmówiła posłuszeństwa. Zrobiliśmy coś głupiego, Papay mało nie padł ze śmiechu na ziemię, natomiast Mr D. Minę miał na zasadzie jak to się stało ... Stało nie stało ja miałem drogę powrotną przez wodę do mojego samochodu i poszukiwanie ścieżki na około aby kolegów wyciągnąć.

Było to bardzo długie popołudnie, pierwszą dokumentację zdjęciową mamy ok godziny 16, a w domu byłem ok 23. Do operacji wyciągania Mr D. z bajora podłączył się jeszcze jeden samochód, było ciężko, ale daliśmy radę, następnym levelem było przeciągnięcie na lince patrola z wyłączonym silnikiem po plaży długości około kilometra, tej próby niestety nie przetrwała lina i zrobiły się dwie. Lina kinetyczna ma to do siebie, że się rozciąga, więc operacja wyciągnięcia kolegi na twardy grunt wyglądała następująco ; podpięta lina zderzak w zderzak i ogień do przodu, udawało nam się po grząskim piachu ujechać tak 5-10 m i operacje się powtarzało i tak kilkadziesiąt razy. Zabawa była przednia, koszty naszej zabawy też nie były powalające. Pobyliśmy parę godzin na świeżym powietrzu, zażyliśmy kąpieli błotnych, popływaliśmy, jednym słowem spa pod gołym niebem. Problemy zaczęły się po powrocie do domów, ale czego się nie robi dla chwili relaksu, spokoju i poprawienia samopoczucia.